• Maciej Fink-Finowicki

Jantar. Skarby Natury.

3-5.06.2022

Cudownie zagubiona wśród piasków plaż i pięknych borów bażynowych miejscowość wypoczynkowa. Jantar. Jakimś cudem nie do końca uległ plastikowo-jarmarcznej, krzykliwej narracji innych, popularnych kurortów. W pełni też zasługuje na swoją dźwięczną nazwę, bursztynu bowiem na plaży jest dużo i łatwo go znaleźć. Zanim jednak zaczniesz pakować siatkę i wodery śniąc o bogactwie, pamiętaj, że jest to bursztyn niskiej jakości i majątku na tym nie zrobisz. Ale zabawa z szukaniem jest przednia.


Plaże piękne, czyste, szerokie i cudownie puste, nawet w obliczu pierwszej fali czerwcowych upałów. Nadmorskie bory sosnowe zachwycają szerokością pasa drzew, urozmaiconą kaskadą zielonych warkoczy ściółki spadających z wysokich wydm ku morzu. Darń utkana mchem i kobiercami jagodowisk jest domem niezliczonej ilości myszarek, nornic, zwinek, zaskrońców, padalców, żab i innych drobnych stworzeń a wszystko splecione gęstą siecią mrówczych ścieżek, których obfita reprezentacja świadczy najlepiej o kondycji lasu. Otoczenie wypełnione jest zróżnicowanym śpiewem ptaków, kontrapunktowanym wulgarnym krzykiem rybitwy. Klucze kormoranów przecinają nieboskłon a nocą większa zwierzyna rozpoczyna urzędowanie - mimo bliskości cywilizacji można tu spotkać dzika, sarnę czy lisa; licznie reprezentowane są też ptaki drapieżne.


W ramach oferty Szkoły Przetrwania LifeTrip zrealizowaliśmy zajęcia dydaktyczne dla klas 1-6. Survival, bushcraft, przyroda. Dzieci są najwdzięczniejszymi słuchaczami. Chłoną wiedzę i ciekawostki jak gąbka. Wolne są od piętna systemu, jeszcze nie zmanierowane. Mają otwarte głowy i chętnie też dzielą się swoimi, czasem karkołomnymi spostrzeżeniami. Bez oporów zjedzą żywego robaka i pieczoną szarańczę. Mają unikalną umiejętność zauważania spraw oczywistych, które nam, dorosłym umykają z pola uwagi, mimo że są na wyciągnięcie ręki. Zadają też proste pytania na które czasem trudno znaleźć łatwą odpowiedź. “Czy pokrzywy lubią się z mrówkami?” “Dlaczego to drzewo rośnie w bok?”, “Ale ten mech jest miękki!” “Czy mogę zjeść mrówkę?” “Ile trzeba czekać aż pająk złoży jaja?” “Panie Żbiku, a Pan się nie boi spać sam w lesie?” i dziesiątki innych.


Cudownie jest patrzeć, jak Ci młodzi ludzie z fascynacją w oczach odkrywają różnorodność świata przyrody. Dla niektórych to pierwszy spacer do lasu, kiedy zeszły ze ścieżki prosto w gęstwinę. Dla innych niepowtarzalna okazja dowiedzieć się ciekawostek o dobrze znanej już okolicy. Dla wszystkich emocjonująca przygoda i przeżycie, o którym potem z wypiekami na twarzy opowiadają rodzicom przez telefon, jak jest “godzina smartfonowa”. Nawet opiekunowie, którzy towarzyszą nam na spacerach są pod wrażeniem, ile rzeczy można opowiedzieć o zwalonej sośnie, dobrze znanej brzozie, opisać norę lisa i dlaczego może dzielić on swoje schronienie z borsukiem, czy też jak wykorzystać mech, kwas mrówkowy albo jak złagodzić oparzenia pokrzywą. Opowiadamy też jakie zwierzęta można spotkać w lesie, jak się wtedy zachować oraz jak chronić się przed kleszczami. Dzieci mają zaskakująco dużą wiedzę i wyrywają się do “odpowiedzi”. Wiedzą, dlaczego nie można dotykać młodego koźlęcia, oraz że trzeba unikać lochy z warchlakami. Są wspaniałym audytorium, ale też mega wymagającym słuchaczem, łatwo tracącym focus. Trzeba dużo samozaparcia i umiejętności, aby bombardować je co chwila nowymi faktami, które je zainteresują a jednocześnie trzymać całe stadko w szyku i zadbać o odpowiednią dawkę pożądanego, zdrowego zachetania. Kto próbował “sterać” dzieciaka aktywnością fizyczną, ten wie o czym mówię. Powiedzenie, że 10-latek jest zbyt zmęczony aby iść, ale nie dość zmęczony żeby biec, nie wzięło się znikąd.


Po obiedzie mamy fajrant. Skrzętnie wykorzystujemy go aby odkryć uroki najbliższej okolicy (spacer do ujścia Wisły) lub rozkoszować się jakże rzadkimi dla nas możliwościami noclegowania tuż nad brzegiem szumiącego morza.

Każdy smakuje wolność na swój sposób. Widoki z paralotni znad styku morza i lądu muszą być obłędne, ale nasza perspektywa z drona też niezgorsza, filmiki już wkrótce na kanale YT.

Zachodzące nad morzem słońce to niepowtarzalne misterium. Nie tylko feeria barw i orgia refleksów na tańczących falach, ale również synonim tęsknoty za podróżami morskimi, tymi archetypowymi eksploracjami, kiedy gonimy uciekający horyzont w pogoni za nieznanym. Można patrzeć, podziwiać i marzyć. Klisza utrwali widoki, ale dusza zachowa emocje.


Udało mi się wykonać wreszcie jeden z moich wielu do tej pory niezrealizowanych planów, czyli nocleg minimalistyczny bezpośrednio na piasku między wydmami. Stłumiony grzmot fal umierających między miliardem ziarenek piasku plaży i pomruk lasu głaskanego nocnym wiatrem znad morza kołysał mnie do beztroskiego snu, a bezlitosny budzik wyrwał z objęć Morfeusza przed brzaskiem. Jako, że spałem literalnie na plaży, podniosłem tylko łeb i od razu miałem wgląd na pyszny brzask. Wzułem buty i udałem się łowić szkłem obiektywu nadmorski wschód słońca. Godzinny spacer przyniósł sowity plon fotograficzny, z którego cząstkę zaklętą w elektroniczny zwój zostawiam tutaj.


Trzeciego dnia pobytu jesteśmy już na obiekcie kolonijnym rozpoznawalni. Dzieciaki podbiegają zbić piątkę, powiedzieć cześć. Paczki czipsów, M&M-sów, żelków wyciągają się otwarte w naszą stronę. Idziemy głównym placem. “Panie Żbiku, Panie Żbiku!” słyszę dziecięce z balkonu drugiego piętra. Kilkoro młodych stoi i macha ręką. Wciągam brzuch, wypinam klatę, prostuję się i też macham serdecznie. Czuję się jak gwiazda rocka. Wchodzimy na stołówkę. Wrzawa małych biesiadników rośnie na nasz widok. “Panie Niedźwiedziu, Panie Niedźwiedziu! Dzień Dobry!”. Uścisk dłoni, żółwik. To jest właśnie niewymierny składnik naszego wynagrodzenia. Satysfakcja. I świadomość, że coś w tych małych głowach zostawiliśmy. Może nie będą dokładnie pamiętać, jak nazywa się poroże łosia, ale zasialiśmy ziarno zainteresowania zielonością. Przyrodą, podróżowaniem, niezależnością. I to się liczy najbardziej.

Skarby Natury, jakie wywieźliśmy z Jantaru, to niekoniecznie bursztyny. To wspaniałe widoki i przeżycia . Doznania. Te które były naszym udziałem, ale przede wszystkim te, które byliśmy w stanie przekazać. Zaprosić do naszego świata.


A że przy okazji odpoczęliśmy i poznaliśmy wspaniałych ludzi z kadry wychowawczej, którzy mają podobne zacięcie do pracy z najmłodszymi jak my - to na pewno będzie procentować w przyszłości. Szkoda, że Dzień Dziecka jest tylko raz w roku ;)

lody miętowo-pokrzywowe - nowy smak do kolekcji

63 views1 comment

Related Posts

See All
IMG_5149_edited.jpg

Cześć! Dzięki, że tu jesteś! Dobrze Cię widzieć!