• Maciej Fink-Finowicki

Shinrin-yoku => Leśne SPA

Updated: Feb 8

... skąpać się w zieloności.....

... zanurzył nogi w chłodnej wodzie i zrobił kilka kroków w głąb małego, leśnego akwenu ukrytego pośród drzew... stopy delikatnie pieszczone były przez miękki dywan wodorostów i piasek dna jeziora... stopniowo kroczył dalej, pozwalając wodzie objąć rześkim muślinem biodra, brzuch i tors... Popatrzył w górę, na zamykające się nad nim korony drzew, pstrzące nieboskłon milionem zielonych plamek... potoczył spojrzeniem wokół sycąc oczy mięsistą dżunglą przybrzeżnych zarośli, dostojnością kolumn drzew i jaskrawymi punktami kwiatów wodnych. Zamknął oczy a wszechobecna zieloność dudniła pod powiekami... uszy wypełniły się szumem lasu i krzykiem setek ptaków w cichym akompaniamencie delikatnego pluskania fal. Wstrzymał oddech, odchylił głowę do tyłu i pozwolił wodzie unieść swoje ciało... Lustro zamknęło się tuż nad twarzą, odcinając zmysły... napełniony zielonym wigorem przyrody, odcięty od świata, wsłuchiwał się w bicie swego serca, rozbrzmiewające w głowie w rytmie oddechu lasu, zniekształconego echem ofiarowanym przez wodę. Organizm przyśpieszył pracę, krew galopowała w żyłach, serce huczało w głowie a rzeczywistość, zamknięta do niewyraźnej poświaty nieba pofalowanego zmąconą taflą jeziora i atawistycznej części świadomości skoncentrowanej na reakcjach organizmu, stała się nagle uporządkowana, jasna i klarowna. Pokonał pierwotną panikę, wypuścił z płuc resztę powietrza i powoli wynurzył się na powietrznię, głęboko wciągając ustami tchnienie kniei... Powitał go radosny trel ptactwa i ciepłe promienie słońca padające na twarz, przyjemnie kontrastujące z chłodem obejmującej go wody... Zmrużył oczy i kilkoma zdecydowanymi ruchami wydostał się z jeziora, wspiął się na brzeg i nagi zaległ na trawie. Słońce operowało śmiało, razem z delikatnymi podmuchami wiatru susząc skórę w rytm zmysłowego masażu... trawa wokół pachniała obłędnie, jej źdźbła łaskotały przymilnie, a gwar owadów, pracowicie zapylających kusząco otwarte okoliczne kwiaty, wypełnił zmysł słuchu, mieszając się z szeptem kniei i ptasim wokalem. Uśmiechnął się do swoich myśli, teraz gładkich, uczesanych, prostych i dobrych, uporządkowanych, prawych i pełnych siły. Dawno nie czuł się tak mocny jako człowiek, a jednocześnie tak lekki, jako cząstka otaczającej go przyrody, niosąca go jak piórko na potężnej fali swojego harmonijnego wigoru...

Bardzo często zwracam się do lasu w niemej prośbie o użyczenie mi swojej siły. To działa. Przychodzę najczęściej sam i czerpię pełnymi garściami z żywotności otaczającej mnie przyrody. To jest za darmo i każdy może to uczynić, ale też nie jest to łatwe ani oczywiste. Trzeba obudzić w sobie swoją uważność i wrażliwość oraz otworzyć się duchowo i mentalnie, pozwolić aby las objął nas swoim ramieniem i poddać się jego rytmowi. Las jest piękny w każdej swojej odsłonie, niezależnie od pory roku i zawsze dzieli się swoją energią i ładem duchowym.

... ubrał się nieśpiesznie, sprawnie zwinął obóz, zamaskował ślady ogniska i zarzucił plecak na ramiona. Ostatnim spojrzeniem omiótł magiczny obraz jeziora skąpanego w porannych promieniach, migoczącego galaktyką złoto-zielonych iskier tańczących na tafli wody, okolonego szpalerem wiekowych dębów i lip, tworzących niezwykłe ramy tego czarodziejskiego uroczyska. Czysta, nieskażona przyroda, zakątek odkryty tylko przez niego na tą jedną noc, królestwo roślin i zwierząt, w którym gościł zaledwie przez chwilę... żegnany ciepłym oddechem wiatru po kilku chwilach odnalazł ledwie widoczną wśród listowia i ściółki ścieżkę wydeptaną przez zwierzęta zmierzające do wodopoju. Gdy wyszedł na drogę, jago krok naprał sprężystości i regularności... trakt deptany ciężkimi, traperskimi butami, wyznaczony przez dwie wyłysiałe z trawy koleiny i pokryty gęstą czupryną chwastów kopytnik, wił się leniwymi zakolami wśród drzew i poszycia, odzierając otaczający las z ulotnej, niezmąconej intymności, zaznaczając finezyjnie ale trwale sznyt cywilizacji. Właśnie tego teraz potrzebował: szlaku, wysiłku, marszu, zatracenia się w ruchu i jasnej ścieżki niczym nić Ariadny prowadzącej poprzez zielony labirynt. Pogrążył się w prostej mantrze kroków lewa-prawa, lewa-prawa, atawistycznym rytmie wędrówki, płuca wypełniały się regularnie świeżym powietrzem dając siłę całemu ciału, krew pompowała ożywczy tlen do mięśni, a myśli i plany układały się w głowie w wielowątkową, strzelistą konstrukcję, niezmąconą obawami czy strachem. Plamy słońca przedzierały się przez listowie z frywolną arytmią znacząc sylwetkę pielgrzyma, ciepło-chłodną mozaiką urozmaicając trud marszu, a zielone ściany boru zamykały się na bliskim widnokręgu w baśniowym tunelu, prowadząc piechura do odległego o dzień, kolejnego feerycznego miejsca, aby znów ugościć go w swej lesistej hojności...

Człowiek jest stworzony do chodzenia. Chód jest naszym najbardziej naturalnym stanem. Mięśnie pośladków i ud, bezpośrednio zaangażowanych w marsz, są największymi grupami mięśniowymi naszego ciała, a łydki, odpowiedzialne za wybicie ze stopy mają największą gęstość i siłę relatywną ze wszystkich mięśni szkieletowych. Stopy, niosące nas podczas marszu, są najbardziej skomplikowaną pod względem kostnym strukturą w ciele człowieka, a proporcje między kończynami dolnymi a całym ciałem, wyraźnie pokazują, do czego stworzyła nas ewolucja. Chodzenie, czy też długodystansowy, nieśpieszny trucht są też naszą największą bronią, wykształconym przez dziesiątki tysiącleci przystosowaniem. Człowiek wyprostowany, od czasu gdy zszedł z drzew, nie wyhodował sobie kłów, czy pazurów, natura nie namaściła nas szybkością, ani siłą, ale dała nam umiejętność wytrwałego, upartego, nieustępliwego, wielodniowego marszobiegu, podczas którego byliśmy w stanie zagonić ścigane zwierzę na śmierć.

Chód jako aktywność fizyczna w dzisiejszym świecie jest nieocenionym treningiem, dostępnym w zasadzie dla każdego i możliwym do uprawiania praktycznie wszędzie z różną intensywnością, częstotliwością i długotrwałością, w zależności od potrzeb. Umiarkowany wysiłek fizyczny w pierwszej lub drugiej strefie tlenowej, charakterystyczny dla spaceru, doskonale działa na krążenie i jest najbardziej efektywny jeśli chodzi o redukcję niechcianej tkanki tłuszczowej, natomiast natlenienie całego organizmu wybitnie wspomaga procesy myślowe. Nie wspominając o zdrowym wysiłku który uwalnia tak potrzebne organizmowi endorfiny, a umysł karmi poczuciem spełnienia.

... usiadł na zwalonym pniu drzewa na skraju miniaturowej polany, rozkoszując się relaksem, karmiąc bose stopy odpoczynkiem, a plecy uwolnione od ciężaru promieniowały upojnym uczuciem ulgi. Nie czuł zmęczenia, raczej radosne spełnienie swojej fizyczności, rozbrykane mnogością zdeptanych kilometrów poczucie mocy, satysfakcję z rozgrzanych, napęczniałych mięśni, wypełniających swoją powinność i miłe uczucie posprzątanego umysłu, poszufladkowanych przeżyć i uporządkowanych emocji. Wziął do ust źdźbło trawy i żuł jego końcówkę bezrefleksyjnie, jak kiedyś w dzieciństwie... szeroko rozwalony na omszałym pniaku, wygodniejszym teraz, niż najbardziej luksusowy fotel, malowniczo wpisywał się w archetyp wypoczywającego włóczykija... Las nie przestawał absorbować jego zmysłów, zabawiając filuternymi szczegółami... Wędrowiec bawił oczy obserwacją pracowitej armii mrówek, niezmordowanych w swoim codziennym znoju i doskonałych jako organizacja, musnął wzrokiem biedronkę, romantycznie przycupniętą na wierzchołku leśnego chabra, a na koniec jego spojrzenie skradł motyl, nieskładnie kreślący swoją zawiła trajektorię lotu między ucztami w kolejnych kielichach kwiatów.. Napełnił nozdrza ciężkim od zapachów i olejków eterycznych powietrzem, chłonął woń kwiatów, pąków szyszek, kory i ulotnego piżma lasu: mieszanki zakwitniętych kałuż, nieodległych babrzysk, spróchniałych pni drzew oraz rozkrzyczanych żabią miłością oczeretów....

Przyroda oddziaływuje na nas wielopłaszczyznowo, karmiąc nas ożywczym tlenem, stymulując zapachami, dźwiękami, kolorami, zachwycając radością jętki jednodniówki i ogromem wspomnień mocarnego dębu, którego młodość pamięta czasy średniowieczne. Las może nas ugościć bogactwem swojego runa, zbawczym cieniem, czy dziewiczymi źródełkami wody filtrowanej przez mchy i kamienie, kojącymi pragnienie a na deser bawiącymi wesołym szmerem, albo przyprawić o dreszczyk ekscytacji tętentem przebiegającego nieopodal zwierzęcia lub trzepotem skrzydeł spłoszonego ptaka, przedzierającego się poprzez listowie. A jeśli jeszcze Ci mało, przytul się do atletycznego dębu, powąchaj jego korę i czerp energię bezpośrednio z pnia drzewa, to nie są mity, spróbuj a się przekonasz!

... dzień długimi cieniami krzyczał o swej bliskiej śmierci, złotem malując kapryśną harmonię kory drzew, roztrzepotane chmary liści i ulotny szlak drogi... krok wędrowca stracił regularność i chyżość, rozpłynął się w leniwym człapaniu a wzrok coraz częściej przemierzał zieloną nieskończoność w poszukiwaniu dobrej ostoi na nocleg. Wprawne oko dostrzegło konary muskularnego dębu kokietująco zwieszające się nad okrawkiem wolnej od poszycia ściółki, zapraszającej parawanem młodniaka ściśle okalającego okolicę... niedostępne dla postronnego wzroku, miejsce obiecywało wytchnienie i przytulność gwarantujące dobry spoczynek....

Las daje również dystans do codziennej zadyszanej, zgiełkliwej rzeczywistości i pozwala na ogląd pewnych spraw z odpowiedniego oddalenia. Problemy i wyzwania nabierają odpowiednich proporcji, a emocje się wyciszają i nie szargają naszego spojrzenia na świat. Dlatego też na równi cenię sobie przebywanie w lesie solo jak i w małym lub większym gronie przyjaciół i znajomych. Inny jest wtedy poziom szczerości, tematy rozmów szybują ponad zakurzoną rzeczywistością, a najprostsze czynności życiowe nabierają niezwykłego kolorytu i intensywności (kiedy ostatnio chodziłeś na bosaka po trawie!? kiedy jadłeś ziemniaka z ogniska!? wiesz jak smakuje woda pita o poranku, oddająca rześkość nocy?!)

... pełen wdzięczności spożywał ciepłą strawę wpatrując się w magiczny taniec płomieni ogniska... każdy kęs smakował rozkosznie... cały dzień wysiłku na otwartym powietrzu zrobił swoje... Zmęczenie przyszło niepostrzeżenie, myśli płynęły coraz bardziej leniwie, powieki ciążyły... las wokół oddawał ostatnie tchnienia ciepła dnia, cichym szumem zachęcając do udania się na spoczynek... Promienie słońca rozpaczliwym meczbolem zza horyzontu rozświetliły gromadzące się na niebie chmury, oddając pole mrokowi... Wędrowiec zwinięty w kłębek w łonie śpiwora, kołysząc się w hamaku, kontemplował doznania minionego dnia, uśmiechając się do swoich myśli... Świadomość rozmywała się nieśpiesznie w słodkim kokonie snu, podobnie jak zgasła ostatnia iskra ogniska, spowita wieczornym deszczem... Knieja rozpoczęła swoje nocne gaworzenie, szelestem zarośli, trzaskiem poszycia sygnalizując aktywność gospodarzy terenu, wszystko skąpane w miarowym pogłosie kropel deszczu, szukających swej skomplikowanej drogi wśród listowia aby dotrzeć do mety, wydobywając ciężki, urokliwy zapach mokrej ziemi, obłapiający ostatnie tchnienie jawy... Najlepsza muzyka i aromaterapia dla duszy......

Śpię w outdoorze regularnie i daje mi to mega frajdę. Spanie w namiocie odgradza Cię od przyrody, otaczającego świata, dźwięków, zapachów, dając jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa, dlatego nie lubię tego. Nocleg w hamaku, pod tarpem jest komfortowy, bezpieczny i zawsze możesz sprawdzić, co się dookoła Ciebie dzieje... nie wspominając o cudownych porankach, kiedy budzą Cię promienie słońca, kakofonia krzyku ptaków i kaskada zapachów. Las nocą jest niegroźny, nie zaatakuje Cię żadne dzikie zwierzę, a jedyne niebezpieczeństwo jakie możesz spotkać, pochodzi od złych ludzi. Poza tym śpiąc na łonie przyrody już po 5-6 godzinach wstajesz rześki i wypoczęty, w mieście organizm gorzej się regeneruje.

Shinrin-Youku - z japońskiego "leśna kąpiel" lub "leśne SPA" - nie bez kozery termin przyjął się w użyciu na całym świecie, ponieważ to właśnie w Japonii lekarze zapisują oficjalnie spacery leśne na receptę, jako zalecenie zdrowotne. Zbawienny wpływ lasu, przyrody i ruchu w outdoorze trudny jest do przecenienia. Również terapia różnego rodzaju zaburzeń i chorób cywilizacyjnych poprzez ekspozycję na przyrodę (ekoterapia) zyskuje coraz więcej propagatorów i zwolenników. O tym będzie w kolejnych artykułach. :)

Jeśli podobało Ci się to co czytałeś daj serduszko a na wszelkie uwagi z chęcią odpowiem w mailu => sprawdź zakładkę KONTAKT. Zapraszam! Pozdrawiam zielono i do zobaczenia na Dobrym Szlaku ;)

239 views0 comments

Related Posts

See All
IMG_5149_edited.jpg

Cześć! Dzięki, że tu jesteś! Dobrze Cię widzieć!