• Maciej Fink-Finowicki

Wigilia czy Szczodre Gody

Updated: Jan 18

<< przewrotną odpowiedź znajdziesz w treści artykułu, sprytnie spuentowanego, a po drodze okraszonego kilkoma ciepłymi zdjęciami >>

Jak tam? Sałatka opędzlowana? Może jeszcze kawałek serniczka? ;-)

Przeszliśmy właśnie przez misterium celebrowania Narodzin Boga, oddzielających wdzięcznym 2-3 dniowym akcentem odwieczne "zostaw - to na Święta" od "zjedzcie, bo się zmarnuje".

Wigilia czy Szczodre Gody? Czy jest w ogóle dobra odpowiedź na tak postawione, tytułowe pytanie? Może pod koniec artykułu uda mi się w tej materii coś naświetlić.

Wigilie każdy spędza po swojemu, różne są zwyczaje w zależności od regionu i każda rodzina ma swoje własne tradycje w tym względzie, dużo jest jednak elementów wspólnych, których wyjaśnienie przekazuje nam m.in. chrześcijaństwo. Nie jest wielką tajemnicą, że w większości są to zmodyfikowane tradycje pogańskie, przykryte i zawładnięte przez obecną religię. Na marginesie: trudno ukryć, że Wigilia, obchodzona w obecnym kształcie, stała się w dużym stopniu zjawiskiem społecznym, niezależnym od wskazań Kościoła i silnie skomercjalizowanym. *)

*) wrrrrr!! "uwielbiam" kolędy od listopada poprzez cały grudzień wszędzie! A to co zrobiła Coca-Cola to już świętokradztwo w czystej formie. BTW: w tym roku Eska ROCK wprowadziła "strefę wolną od JGBL" i skradli tym moje serce! Szczodre Gody były najważniejszym świętem słowiańskim, obchodzonym od niepamiętnych czasów. Jako naród rolniczy, nasi przodkowie byli pilnymi obserwatorami przyrody i nieboskłonu. Kult pogan charakteryzował się wielobóstwem i miał silnie oparcie w naturze. Szczodre Gody (Godowe Święto, Szczorduszka) były celebracją przesilenia zimowego, zwycięstwa Słońca nad nocą oraz życia nad śmiercią. Oddawano cześć Dadźbógowi - synowi boga ognia Swaroga, ale również Welesowi - bogu świata zmarłych oraz bogactwa **). **) Z tymi bogami w słowiaństwie wcale nie jest tak prosto i specjaliści różnie sprawy definiują. Niektórzy uważają, że Dadźbóg i Swaróg to ta sama istota. Brak źródeł pisanych z epoki i zatarcie starych wierzeń przez chrześcijaństwo utrudnia dalsze badania nad bogatą kulturą wierzeń słowiańskich. Tym bardziej temat jest fascynujący, w swojej wielorakiej złożoności, pozostawiający duże pole do interpretacji. Wybaczcie mi więc, jeśli w tekście pojawią się jakieś nieścisłości w tej materii.

Trudno wyobrazić sobie teraz Wigilię bez choinki, prawda? Czy też bez zażywnego grubaska w czerwonym outficie, rozdającego prezenty. Podarki rozdawali też Słowianie dzieciom, najczęściej w postaci jabłek, podpłomyków, i drożdżowych bułeczek zwanych szczodrakami. A sama postać Świętego Mikołaja ma odzwierciedlenie w biskupie Miry, który wsławił się tym, że rozdał swój majątek biednym. I nie zawsze przyjeżdżał na saniach: w średniowiecznej Holandii przybywał statkiem z południa, a wór z prezentami dzierżył jego ciemnoskóry sługa. Zresztą do dziś w różnych regionach Polski tradycyjnie prezenty przynosi czasem Gwiazdor, Dzieciątko, Aniołek lub Dziadek Mróz, wyręczając tradycyjnego Mikołaja. Nic więc nie jest to takie oczywiste, jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.

A sama choinka? Przyszła do nas z terenów germańskich, czczona jako wiecznie-zielone drzewko, symbol życia. Nasi przodkowie natomiast stawiali w kącie pierwszy skoszony w mijającym roku snop żyta zwany diduchem. Przystrajano go jabłkami (symbol zdrowia i urody) orzechami (symbol siły), suszonymi śliwkami (symbol uśpionego życia) łańcuchami (symbol więzi rodzinnych, a podczas zaborów - zniewolenia), muchomorami (symbol kontaktów ze światem nadnaturalnym) a ziarno z tego snopu było zasiewane w nadchodzącym roku jako pierwsze. W innych rejonach kraju podwieszano pod stropem szczyt jodły, lub gałązki świerku, zwane podłaźniczkami oraz przystrajano izbę jemiołą, pod którą można było się bezkarnie całować. Choinkę w formie współczesnej spopularyzowali dopiero mieszczanie na przełomie XIX/XX w.

Nasi przodkowie uprawiali też kolędę zwaną wtedy koladą. W ogóle całe Szczodre Gody zaczynały się 21 grudnia właśnie Koladą, czyli uroczystą ucztą wśród najbliższych, a całość świętowania trwała 12 dni, aż do Trzech Króli. Podczas tego okresu nasi przodkowie bawili się, biesiadowali, obdarowywali prezentami, odwiedzali się, odpoczywali i oddawali cześć zmarłym, paląc ogniska na cmentarzach i zanosząc tam podarki z jedzenia. Podczas tych dwunastu dni (zwanych dwunastnicą) obserwowano pogodę, na podstawie której wróżono stan przyrody na każdy z nadchodzących 12 miesięcy. Stąd też tradycja 12 potraw na stole, które chrześcijaństwo na początku próbowało zastąpić siedmioma potrawami (od dni tygodnia), potem dziewięcioma (od dziewięciu chórów anielskich) a prosty lud i tak na stole liczył do dwunastu i objadał się mniej więcej tym, co my teraz: pierogami, kapustą, barszczem, rybami ***) A kolęda w takim znaczeniu jak znamy to słowo dziś, czyli pieśń-pastorałka, upowszechniła się dopiero w XVIII wieku.

***) Wprowadzenie karpia na wigilijne stoły przypisuje się komuchowi Hilaremu Mincowi, który w 1947r. hasłem "Karp na każdym wigilijnym stole w Polsce" intronizował tę leniwą, tłustą, mulistą rybę na królewskie miejsce w menu świątecznym.. Wcześniej karp był praktycznie u nas nieznany, kojarzył się raczej z kuchnią azjatycką i żydowską. Na marginesie, jak mało kto, uwielbiam karpia, szczególnie pieczonego z rodzynkami ;).

Odwiedziny u sąsiadów i bliskich również obecne były w świecie pogańskim, kolędowano z gwiazdą będącą symbolem zwycięstwa światła nad ciemnością oraz z maszkarami zwierząt na czele ze słynnym turoniem, który przetrwał religijną zawieruchę. Resztę kolędników w formie znanej dziś dodało potem chrześcijaństwo, barwiąc kolejny rodzimy zwyczaj po swojemu, a do gwiazdy dodano przymiotnik betlejemska i przypisano zwiastowanie nadejścia Chrystusa.

Sama data końcówki grudnia, jako okresu przesilenia zimowego, obecna jest w kultach religijnych człowieka praktycznie od zarania dziejów. Biblia nie wspomina o 25 grudniu, jako dacie narodzin Chrystusa. Inne źródła chrześcijańskie sugerują marzec lub kwiecień, ale generalnie przez pierwsze trzy stulecia chrześcijaństwa nikt się tym specjalnie nie interesował. Czczono Dzień Zmartwychwstania oraz Ostatnią Wieczerzę. Dopiero rosnąca popularność solarnego Kultu Mitry w Rzymie oraz na Bliskim Wschodzie, skłoniła Watykan do przyjęcia arbitralnie daty 25 grudnia, aby przykryć konkurencyjne wierzenia i przejąć siłę wynikającą z zakorzenienia tych dat u prostego ludu. Boże Narodzenie począwszy od swojego powstania w IV wieku szybko zyskało na popularności i silnie "konkurowało" z Wielkanocą, co przejawia się również i dziś w odwiecznych dyskusjach. Prawie w każdym domu na Wigilie stoi puste nakrycie. Dla wędrowca, mówi nam chrześcijańska tradycja. Tak naprawdę nasi pogańscy przodkowie często mieli tych nakryć kilka, dla każdego z bliskich, którzy zmarli w odchodzącym roku, lub jedno symboliczne. Ale dla zmarłego, nie dla pielgrzyma. Zostawiano też resztki jedzenia, żeby duchy bliskich mogły się posilić, palono ogień całą noc, w chałupach lub w miejscach pochówków. Unikano wszelkich prac domowych, w szczególności zamiatania, żeby nie niepokoić dusz zmarłych współobecnych z żywymi, a ognia nie można było w tym czasie pożyczać pod żadnym pozorem.

Inny zwyczaj w postaci sianka pod obrusem, symbolizującego betlejemski żłobek, czyli skromność i ubóstwo: onegdaj też wyciągano je spod obrusu i na podstawie wyglądu wróżono powodzenie w nowym roku, lub fortunę gospodarczą. Sianko pod obrusem miało zapewnić też pomyślność w hodowli bydła i ogólny dobrobyt w obejściu, a więc dobrodziejstwo, a nie ubóstwo. A kto pamięta o wiązaniu nóg stołu sznurem, czy pozostawieniu narzędzi żelaznych pod wigilijnym (przepraszam dwunastnicowym) stole? Kto pamięta o wierzeniach, że w noc przesilenia w strumieniach woda zmieniała się w mleko, miód lub złoto, a jabłonie w sadach zakwitają? Czemu nie można upuścić łyżki podczas wieczerzy? Odeszły w niepamięć, tak samo jak przesąd o parzystej liczbie gości i mnóstwo innych wierzeń i zwyczajów, obecnych w świadomości bardzo lokalnie, lub żyjących już tylko na pożółkłych, zakurzonych kartach opracowań naukowych, czy w zapomnianych folderach dysków nawiedzonych kulturoznawców. Miało być krótko o Wigilii i o tym czym jest dla mnie. Potem zacząłem myśleć, że dobrze byłoby zestawić to tradycjami pogańskimi i dać rys historyczny, tudzież ubarwić kilkoma ciekawostkami. Kiedy zacząłem zgłębiać temat Szczodrych Godów w szczególności, a słowiaństwa i rodzimych wierzeń w ogólności, wdepnąłem w takie bogactwo materiału, że nadawałoby się na całe, osobne opracowanie. Nie umiem tego ogromu informacji lepiej i zwięźlej uporządkować, na tym więc poprzestanę i zakończę przybliżanie i porównywanie wierzeń, wrócę natomiast do czasu jakże nieodległego dla mnie, pachnącego jeszcze karpiem pieczonym i orzechami, który wielką mi radość i ukojenie sprawił, a jest ważny też z wielu innych powodów.

Co sobie cenę w moich Świętach, to całkowity brak presji. Nie ma przesycenia jadłem w jego oszałamiającej różnorodności i objętości, nie ma konkretnej godziny wieczerzy (-o której mam być? -jak przyjedziesz to będziesz!), nie ma dress kodu, nie ma napinki z prezentami (-co kupić dzieciakom? -luzik, daj cokolwiek ze swoich zapasów, po prostu bądź). Nie ma wtłaczania na siłę w karby tradycji. Jest za to mnóstwo uważności i radości ze spotkania, są rozmowy z pominięciem drażliwych tematów (a tych ostatnio jest dużo dookoła), są długie, nieśpieszne spacery, wspólne zabawy nad planszówkami i spędzanie czasu razem. Nie wiadomo, w jakim gronie przyjdzie nam spotkać się w przyszłym roku. Cieszę się więc każdą chwilą i w naturalny sposób, szczere życzenia przy łamaniu się opłatkiem (kolejny pogański zwyczaj przykryty przez nowa wiarę) płyną prosto z serca, dając satysfakcję i spełnienie, kiedy słyszę więcej niż puste "nawzajem".

Kiedy oglądam z uwagą wieloletnią kolekcję bombek na naszej choice ( -Oooo te jeszcze od babci są, mają ponad 50 lat! A te sama robiłaś z dzieciakami, nie? A te z dalekiej podróży przywiezione!), kiedy podziwiam szczegóły dekoracji domu, kiedy kosztuję jakże dobrze znanych, tak wyczekanych smaków ze stołu, czując ciepło kominka, rodzinności, skąpane w zapachu pierników, to właśnie takie są archetypowe Święta, moje i dokładnie takie jakbym chciał je widzieć. Zasługa w tym najbliższych z nowego pokolenia, tych którzy przejęli pałeczkę tradycji i trud organizacyjny, ale wprowadzili własną świeżość i aktywność w ten specjalny czas. Dziękuję za wszystko!

Zamykam oczy i wciąż mam pod powiekami mrugające światełka na drzewku, w uszach skrzypienie śniegu pod stopami i szelest rozrywanych ozdobnych papierów w akompaniamencie autentycznego, dziecięcego śmiechu radości, w nozdrzach zapach świerku i mandarynek. Myślę sobie, że jestem cholernym szczęściarzem. Że nie wszyscy mają takie Święta, że niektórzy nie mają bliskich, drudzy muszą pracować w tym czasie, a jeszcze inni topią celebrację w brei okowity i nienawiści, idąc za nowymi liniami podziału, rysującymi się w społecznościach przez ostatnie dwa lata. Dlatego jest jeszcze coś, co mam głęboko w sercu, w sobie w środku, czego nic mi nie zabierze. Moje własne misterium wigilijne, pogodzenie się ze sprawami, na które nie mam wpływu, mój osobisty spokój i zgodę na samego siebie takim, jakim jestem. Moją siłę duchową, którą z wiekiem "buduję, aby w nagłym wypadku była mi tarczą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości". Więc nieważne, czy akurat jesteś na posterunku z dala od bliskich, czy samotnie spędzasz ten czas patrząc w okno, bo nie masz do kogo pójść, czy dobrowolnie skazałeś się na osamotnienie zamknięty w szklanej wieży dóbr doczesnych, pozbawiany tkliwości i wszelkich zewnętrznych atrybutów świątecznych, czy w końcu gubisz się w harmidrze przekrzykujących najbliższych, u których każda racja jest "bardziej mojsza, niż Twoja twojsza" Pamiętaj, że nikt i nic nie jest Ci w stanie zabrać spokoju wewnętrznego, chwili zadumy nad doczesnością, przemijaniem i pogodzenia się sam ze sobą, zajrzenia na moment do swojej duchowości i zrobienia kilku prostych podsumowań. Czas Świąt temu sprzyja i nieważne, jak je nazywa świat. I tego właśnie Ci życzę. Ktoś mnie spytał, pół żartem pół serio, czy spędzam Wigilię w lesie. Tak i nie. Las, przyroda, słońce to nasi pra-bogowie, dopiero potem dorysowaliśmy im pioruny, skrzydła i aureole, ponazywaliśmy i toczyliśmy pod ich egidą spory, wojny, budowaliśmy świątynie. Lubię czerpać naturalną, nienazwaną, pierwotną siłę z przebywania w zielonym, nawet trochę przyprószonym mroźną białością teraz. Dlatego zaproszę Cię na krótki, świąteczny spacer po wiekowej puszczy, gdzie idąc wśród drzew, można chłonąć energię i karmić się ciszą. Jestem w lesie, a las jest we mnie.

Ci co myśleli, że zrobię porównanie, jak to zaborcze chrześcijaństwo zawładnęło zwyczajami rodzimymi, pewnie srogo się zawiedli. Ci, co zaintrygowani poszperają przez moment głębiej w kierunku naszej przebogatej spuścizny rodzimych wierzeń i pokręconego panteonu słowiańskich bogów, wypełnili zakusy inspiracyjne artykułu. A Ci którzy zadumali się na moment i doszli do wniosku jakie cudowne mieli Święta, mimo tego, że może nie dokładnie takie jakie sobie wymarzyli, albo przemyśleli hierarchię świątecznych ważności, owi prawdopodobnie wyciągnęli i skorzystali najwięcej.

Tak więc nieważne Wigilia, czy Szczodre Gody, dobrze jest znać i wiedzieć coś z historii i coś z tradycji, i pamiętać, że wszystko to są tylko zewnętrzne aspekty, a najważniejsze jest to, co buduje się miedzy nami i to co się dzieje w naszej duszy, jakkolwiek każdy z nas to rozumie i przeżywa.

Do Siego jak to mówią, bo Nowy Rok za pasem...

95 views0 comments

Related Posts

See All
IMG_5149_edited.jpg

Cześć! Dzięki, że tu jesteś! Dobrze Cię widzieć!