• Maciej Fink-Finowicki

Dom Wodnika. Rok Tygrysa

04.02.2022

W lutym rozpoczął się chiński Rok Tygrysa. Jako że jestem właśnie chińskim Tygrysem, czuję się trochę jakby to miał być mój rok. No ale na początku 2020 też kozakowałem, a świat zrobił mi psikusa. Starzy ludzie mówią: "Chcesz rozśmieszyć Pana Boga - powiedz mu swoje plany!"


Jadę na nową miejscówkę. Dom Wodnika. Czeka mnie ceremonia kakao i gong puja. Zobaczymy jak to wygląda. Specjalnie nic nie czytam na temat tych misteriów. Chcę to przyjąć z otwartą głową, sensualnie bardziej niż analitycznie. Opony mojego starego Subaru pracowicie mielą ostatnie metry błotnistej drogi, auto pływa na boki. Błogosławię napęd na cztery łapy, nieoceniony w takich sytuacjach. Drzwi otwiera Konrad. Gadamy przez chwilę. Wygląda i mówi trochę jak nowoczesny szaman. Tak mi się przynajmniej kojarzy. Gospodarzami obiektu są również Laura i Tea Moor Hsam. Cechą wspólną tego rodzaju miejsc jest uważność i szacunek. Otwartość i tolerancja. Nastrojowość i poszukiwanie. Nie inaczej jest też tutaj. Podoba mi się to. Nikt nikogo nie ocenia.

Dom jest nowy, przestronny, przytulnie i oszczędnie urządzony a w każdym kącie czai się tajemnica i metafizyczność. Poczesne miejsce zajmują gongi, jest też dużo poduch od siedzenia na całej podłodze, a całość skąpana jest w dyskretnym świetle ledów i świec. Lekki zapach kadzidła wzmaga poczucie skupienia i metafizyczności. Uczestnicy zbierają się powoli, wszyscy mówią cicho, żeby nie zakłócać kolorytu.

Obrzęd kakao odbywa się przy zastosowaniu specjalnego kakao ceremonialnego. Różni się ono mocno od produktów zalegających na półkach sklepowych. Bliżej mu do tradycyjnego, pierwotnego towaru stosowanego przez Azteków już 1000 lat p.n.e. To, co kupujemy teraz, to produkt drzew hybrydowych, nowoczesnych upraw, które niestety wypierają autentyczne, niezmodyfikowane odmiany. Kakao ceremonialne ma szereg ciekawych właściwości, które predestynują je do misteriów. Oprócz oczywistej obfitości w magnez, potas i żelazo posiada bogatą mieszankę substancji bioaktywnych i nootropowych. Zwiększają one funkcje kognitywne mózgu, mają właściwości uspokajacie i zwiększają skupienie, pobudzają sferę kreacji. Ponadto zawarte w kakao substancje stymulują wydzielanie endorfin, serotoniny i regulują pracę organów wewnętrznych. Sama ceremonia kakao mimo szumnej nazwy nie posiada jedynego słusznego scenariusza. Zazwyczaj jest to zamknięcie kręgu i pice kakao oraz medytacja w milczeniu, lub ciche rozmowy o intencji bieżącego wieczoru i stanach duchowych. Stymulanty zawarte w kakao wspierane przez specyficzną atmosferę uroczystości sprzyjają otwarciu, koncentracji na sferze duchowej i uspokojeniu. Najlepszy artykuł jaki znalazłem w sieci o tej tematyce znajdziesz tutaj, ale nie ustawaj we własnych poszukiwaniach.

Drugą częścią wieczoru jest Gong Puja. (Pudża). Wywodzi się obrzędów tybetańskich i w największym skrócie można przyrównać go do kąpieli w dźwięku. Kiedy ceremonia kakao otworzyła nas na przeżycia duchowe i uwrażliwiła - zaraz potem wkracza harmonia potężnych, dogłębnych tembrów gongów w akompaniamencie mis tybetańskich, przechodząca przemożną falą przez cały organizm. Włącz sobie w tle nutę dobrze oddająca nastrój chwili...

Puję najlepiej odbierać leżąc. Można też siedzieć, można mieć zamknięte oczy, albo podziwiać spektakl tkaczy dźwięków. Prowadzący podczas rytuału przechadza się wśród leżących, dopieszcza dźwiękiem indywidualnie, omiata pobrzękiem. Na początek nie czuję nic ale stopniowo całe ciało ogarniają dreszcze pod wpływem wibracji fal dźwiękowych. Czuję je fizycznie, nie tylko mięśniami, ale całym wnętrzem. Brzmienie sączone jest umiejętnie, narasta i gaśnie obejmując mnie przejmującymi przypływami i odpływami. Jak na gigantycznej huśtawce. Coś dziwnego zaczyna się dziać, czuję pulsowanie w trzewiach. Jaźń serfuje płytko tuż nad granicą snu, a w głowie pełzają połświadome marzenia senne. Stany energii przeplatają się otępieniem i drzemką. Poczucie czasu umyka, pierwsze 2.5 godziny mija jak tchnienie, ostatnie 30 minut ciągnie się rozkosznie jak wyuzdana pieszczota. Każdy odbiera puję po swojemy. Niektórzy zapadają się w sobie, pogrążają w medytacji. Inni płaczą, śmieją się niekontrolowanie, krzyczą. Moje reakcje nie należały więc do najsilniejszych..

Koniec. Wstaję lekko się zataczając. Podchodzi Konrad, pyta jak było. Wyrzucam z siebie emocje i zdziwienie zdyszanym szeptem. Jestem przejęty, zaskoczony skalą odczuć. Nie budowałem żadnych oczekiwań i nie wiedziałem co mnie czeka. Siła doznania była dzika, odkrywcza, świeża. Zachłysnąłem się nią. Dotknąłem starej, intensywnej wiedzy, przeniesionej w nasze czasy. Nie mogłem zostać na noc, na drugą część imprezy, żałuję. Pusta szosa prowadziła mnie do domu, zbliżała się północ. Jadę w skupieniu, ledwo rejestrując drogę i koncentrując się na przeżytym właśnie misterium. Nawet radia nie włączam. Pielęgnuję egzotyczną nutę w sobie. Potwornie głęboka podróż, jak nur w Deepspocie. A sny były prze-kolorowe i bardziej pojebane niż zazwyczaj jeszcze przez trzy kolejne noce... ;) Dziękuję prowadzącym za niezwykłe misterium akustycznej ablucji. Jesteście pięknymi duszami. Dzięki Wam rzeczywistość nabiera rumieńców. Dom Wodnika tęgą pinezką zaznaczam na moim szlaku. Dobrym Szlaku. Do zobaczenia niebawem.























96 views0 comments

Related Posts

See All
IMG_5149_edited.jpg

Cześć! Dzięki, że tu jesteś! Dobrze Cię widzieć!