• Maciej Fink-Finowicki

Magiczna Sauna Parostacja

Updated: Feb 8


Tydzień ciągnął się mozolnie, jak nitka prująca stare gacie, albo jak niektóre zdania wielokrotnie złożone na tym blogu. Poniedziałek-piątek przemigał nieinspirującym, kilkudniowym, mdłym rozbłyskiem słońca zza chmur przetykanym bezsennymi nocami, niczym zardzewiały semafor kolejowy, dając zielone światło równie bezproduktywnemu weekendowi. Blue Monday* za pasem. Marazm. *) Blue Monday - pseudonaukowy termin wyznaczający trzeci poniedziałek stycznia jako najbardziej depresyjny dzień w roku. Wynika to z pogody, krótkiego dnia, spłaty rat kredytów świątecznych i last-but-not-least świadomości, że postanowienia noworoczne huj strzelił. Huj a nie chuj piszę świadomie. Już dywagacje o tym były tutaj, poczytaj. Kiedy ziarnka niedzielnego popołudnia bezlitośnie przeciekały mi przez klepsydrę palców i coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że tylko wcześniejsze pójście spać zdoła przerwać tę nierówna walkę z odrętwieniem, w oko wpadło mi wydarzenie, właśnie utworzone na FB. Sauna Parostacja zaprasza na zabawę w "ciepło-zimno". Hmmmm, słyszałem już dobre słowo o tym nowym na mapie saunowej miejscu. Może jest szansa uratować resztki weekendu? Rzut oka na mapę - tylko pół godziny jazdy! Szybkie pakowanie, nie zapomnieć ręcznika, pareo i kapelusza kowbojskiego do saunowania, jeszcze klapki, woda i w drogę. Miejscówka ukryta wśród zarośli i kęp drzew na skraju wsi przyciąga wzrok fantazyjnymi rozświetleniami i nastrojowym kolorytem. Wszystko zrobione własnym sumptem, ze smakiem i polotem. Niby kilka żarówek, trochę świec i europalet, stare meble i nieoczywiste elementy wystroju wnętrza, ale widać, że ktoś popracował nad malowaniem ram tej oazy.

Jestem wcześniej, witam się z gospodarzem. Wit Lucjan jest otwartym, szczupłym, energicznym neo-hipisem o uważnym spojrzeniu, mówi cicho, porusza się sprawnie i jak się potem dowiedziałem od innych, jest wulkanem czynu. Sama Parostacja to głównie jego pomysły, ale i przeogromny nakład pracy. Współ-hostem jest przemiła Xymena Natalia, bardzo otwarta, lekko zwariowana i ciągle uśmiechnięta masażystka, dobry duch tego miejsca.

Zwiedziłem szybko miejscówkę. Oczy moje zaświeciły się radością na widok ogromnego stawu do morsowania (z podwodnym podświetleniem!) i beczki z wrzątkiem do parzenia przemarzniętego jestestwa, ale największą niespodzianką była sama sauna. Z niewielkim, przeszkolonym wykuszem na szczycie i ogromnym panoramicznym oknem na długim boku, pozwalała uczestnikom wewnątrz obserwować zjawiskowo przyozdobioną okolicę, jak też i wnętrze sauny wystawiając na widok.


Masaże specjalne, sensualne, otwierające na doznania, z użyciem nietypowych rekwizytów robią oboje Xymena i Wit. Ona bardziej jako podróż poprzez żywioły lub rytuał ponownych narodzin, mistycznie i sensorycznie. On bardziej energicznie, z mocną chłostą witkami, z agresywnym operowaniem temperaturą, również z krzykami uwalniającymi emocje. Podobne są też jego seanse saunowe, pełne ekspresji, wręcz agresywne, kipiące pierwotną siłą, co podkreśla zarówno gardłowy growl, jak i odpowiednia, muzyka. Ona z kolei seansuje bardziej zmysłowo, eterycznie, operując wachlarzem tańczy jak egzotyczny ptak i buduje niepowtarzalną atmosferę.

Masażu spróbowałem i opisze tylko kawalątek, żeby nie zepsuć niespodzianki. Na początek dotyk rozgrzanych witek dębowych i brzozowych na plecach, powolny marsz rozedrganych kropel i liści muskających wrażliwe okolice kręgosłupa, potem rozmasowanie mięśni z uwzględnieniem najbardziej spiętych, czyli karku i łydek.. następnie mocniejsza chłosta witkami brzozowymi i oddychanie przez witki dębowe. Odpływam zupełnie a z ust mimowolnie wyrywają się jęki, mimo że postanowiłem być twardy i nie dawać nic poznać po sobie. Masaż uwalnia stres i napięcie, pozwala odpłynąć w niebyt i skupić się wyłącznie na odczuciach, wyłączając myślenie. A jeszcze przede mną misy tybetańskie, gongi i całe mnóstwo innych atrakcji. Największe grudy toksyn emocjonalnych wychodzą podczas krzyków. A Ty kiedy ostatnio krzyczałeś tak naprawdę głośno, dziko, z głębi siebie, w przestrzeń, nie tyle gardzielą co duszą, całym sobą, tak jak krzyczą małe dzieci? (po pijaku się nie liczy!) To spróbuj, zobacz jakie to oczyszczające!

Dodam jeszcze, że podczas masażu zalecane jest wyłączenie myśli i otworzenie zmysłów, ale przed masażem możesz starać się zwrócić swoją duchowość w konkretnym kierunku, niejako składając w sobie sprecyzowaną intencję. Masaż może być energetyzujący lub wyciszający, może też być podróżą przez różne zamknięte zakamarki naszej zmysłowości. Ale to już wyższa szkoła jazdy, tu trzeba przepracować trochę medytacji, trochę powędrować po swoim świecie wewnętrznym. Kto podąża już tą drogą, ten wie o czym mówię. Jeśli Wit masażami i seansami orbituje wokół tradycji, wplatając w to zgrabnie również warsztaty oddychania metodą Wima Hofa, to Xymena jest bardziej eksperymentatorką i poszukuje nowych dróg odziaływania. Jej cykliczne misteria to festiwal operowania bodźcami dotykowymi, smakowymi, zapachowymi w warunkach ograniczonego zmysłu wzroku, cała rozbudowana, saunowa podróż multisensoryczna. Spektaklów jest wiele, pomysłów na nowe jeszcze więcej i wręcz przebieram nogami z niecierpliwości na nowe doświadczenia! Siedzę w saunie po mocnym seansie Wita, wnętrze rozpalone jest jak kowalski miech. Słupek rtęci niby tylko na 80 stopniach, ale wilgotność i energiczna praca ręcznikiem banczika windują odczuwalną temperaturę znacznie wyżej. W uszach wciąż rozbrzmiewają egzotyczne dźwięki muzyki wypełniającej seans (odpal sobie teraz w tle!). Oddycham głęboko chłonąc gorąc, zapach olejków eterycznych, witek dębowych i rozgrzanego drewna, prawie parzę płuca. Jestem przegrzany przez wszystkie warstwy i doparzony. W głowie kręci się od żaru i aromatów. Na lekkim rauszu wytaczam się z sauny na zimną przestrzeń, para bucha ze mnie tak, że ledwo co widzę dookoła. Wchodzę powoli do wpół-zamarzniętej wody, dno stawu jest miłe, drobny piasek przyjemnie pieści stopy. Lodowe sztylety wpijają się w kolejne partie ciała w miarę jak wędruję głębiej. Przerębel kończy się akurat tam, gdzie głębokość pozwala sporemu chłopu stać po szyję. Opieram się o taflę lodu wpatrując w światełka odbite na zamarzniętej powierzchni zbiornika. Jest cicho, mroźno a chłód wnika we mnie powoli, budząc małą, pełzającą śmierć. Układ krwionośny dostaje srogi łomot, hormony szaleją, organizm uruchamia procedury krytyczne, sięgając do głębokich zasobów. Oddycham powoli, głęboko, miarowo. Zanurzam głowę kilkukrotnie. Reset jest jak powtórne narodziny. Pozwalam zimnu ewaluować w boleść, najpierw w stopach i dłoniach, potem w głowie i reszcie ciała. Kiedy czuję, że mam dość - wychodzę, opatulam się wełnianym kocem i dygocąc, powoli dochodzę do siebie. Przy ognisku jest ciepło, ziółka (mieszanka własna, kiedyś się o tym rozpisze jeszcze) rozgrzewają nieśpiesznie od środka. Po kilku chwilach jestem spokojny, organizm jest wyciszony. Jak ktoś woli, niedaleko stoi namiot ogrzewany kozą z przyjemną temperaturą pokojową i wygodnymi poduchami do polegiwania. Można pojeść, popić kombuchę (wyrób lokalny), pogadać, pośmiać się. Jestem gotowy na powtórzenie procedury ciepło-zimno i tak się bawimy jeszcze kilka razy aż do późnego wieczora.


Kreatorzy Sauna Parostacji przyczynili się do stworzenia miejsca unikalnego, tętniącego dobrą energią i pozytywnymi wibracjami. Tutaj poczilujesz przy ognisku, pomorsujesz do skraju wyczerpania, wygrzejesz się w beczce czy w saunie, smakując głęboki relaks wszystkimi zmysłami. Uczestnicy saunują naturalnie, nago i jest to oczywiste, nie budzi niezdrowych sensacji, a jednocześnie w pełni otwiera ciało na bodźce i uwalnia od ograniczeń. Nikt też nie epatuje swoją nagością, wszystko odbywa się się w nieskrępowanej atmosferze. Jak ktoś woli to paraduje w ręczniku, prześcieradle, szlafroku i też jest w porządku. Nikt nie ocenia i nic nie narzuca.

Parostacja, podobnie jak inne tego typu miejsca, w niewymuszony sposób filtruje gości, nie ma tu przypadkowych ludzi. Zawsze kiedy trafiam do takich siedlisk, napotykam podobne otwarte, wesołe i bezkonfliktowe jednostki, nastawiane na samorozwój, realizację i samoświadomość. To bardzo ułatwia, czujesz się jak w gronie dobrych znajomych mimo, że widzisz się z większością uczestników pierwszy raz.

Sauna sama w sobie jest genialnie egalitarna. Odwołuje się do pierwotnych instynktów gromadzenia się jednostek przy cieple, oczyszcza ciało i umysł, wszyscy w niej są równi sobie. Nie wspominając o tym, że znakomicie relaksuje! Zawsze jest to również możliwość nawiązania kontaktów z ciekawymi ludźmi, którzy swoje hobby zamienili na sposób na życie, a poszukiwania i samorozwój przekuwają w sukces finansowy. Poznajcie Sebastiana z Żurawieckie Sady, gdzie kupicie przepyszne soki owocowe z zimnej pasteryzacji, a u jego małżonki z Rozbrykane Kolorki zamówcie szykowną czapę do morsowania i nie tylko. Takich znajomości jest więcej i niejednokrotnie procentują ciekawymi projektami i świetną zabawą. Xymena, Wit! Super, że jesteście! Stworzyliście piękne ramy do wypoczynku i łączenia się z naturalną częścią osobowości! Waszą kolorową oazę wypełniają ludzie otwarci i roześmiani, tacy jak Wy! Tworzycie unikalne spa dla duszy. Nie tylko uratowaliście mój weekend, ale sprawiliście, że nie mogę się doczekać kolejnej wizyty!


Wracam naładowany dopaminą, optymizmem, uwolniony z toksyn tygodnia z czystym umysłem. Spróbuj i Ty, warto. Zostawiam moją osobistą, gorącą (nomen omen) rekomendacją co do miejsca, a przede wszystkim gospodarzy! Łapcie pinezkę na miejscówkę: https://goo.gl/maps/VJzZTAxXbrUBULny5

479 views0 comments

Related Posts

See All
IMG_5149_edited.jpg

Cześć! Dzięki, że tu jesteś! Dobrze Cię widzieć!